|
Wiewiórki wiedzą już bardzo dużo o historii swojego miasta – Łodzi, postanowiliśmy więc wybrać się na wycieczkę, która przybliżyłaby dzieciom ciekawe zabytki regionu łódzkiego. Nasz wybór padł na Łęczycę, szczycącą się królewskim zamkiem i jego legendarnym mieszkańcem – diabłem Borutą. Przed wizytą na zamku w Łęczycy wpadliśmy na chwilę do pobliskiego Tumu – niestety w godzinach porannych kolegiata była zamknięta, co uniemożliwiło nam obejrzenie odciśniętych na jej murach diabelskich pazurów. Przyjrzeliśmy się za to dokładnie ciekawej architekturze romańskiego kościoła, stojącemu obok drewnianemu XII-wiecznemu kościółkowi św. Mikołaja wraz z dzwonnicą i kamieniem pamiątkowym koło dębu św. Wojciecha posadzonego w związku ze sprowadzeniem relikwii tego świętego do kościoła w Tumie. Przed zamkiem w Łęczycy przywitał nas monument króla Kazimierza Wielkiego – fundatora zamku. Ciągle dobrze widoczne fosy oraz potężne mury zwieńczone wysoką wieżą pozwalały dobrze sobie wyobrazić wygląd zamku w dawnych czasach. Zwiedzanie łęczyckiego muzeum rozpoczęliśmy od działu historycznego prezentującego pradzieje regionu łęczyckiego oraz historię miasta i zamku królewskiego od początków ich powstania. Obejrzeliśmy tam m.in plany średniowiecznych murów Łęczycy, rekonstrukcję zamku z XIV w., unikalne fotografie odsłoniętych fundamentów domu starego i jego ruiny przed ostatnim remontem. Była też osobna wystawa poświęcona kolegiacie tumskiej, przedstawiająca bardzo atrakcyjne rekonstrukcje, a także znalezione podczas prac konserwacyjnych we wnętrzach kościoła stare pieniążki i przedmioty codziennego użytku. Kolekcję uzupełniały gliniane kule do proc i kule armatnie oraz repliki białej broni średniowiecznej. Kolejna część muzeum to dział artystyczny, w skład którego wchodziły portrety, meble gabinetowe oraz wschodnia i europejska broń biała, w tym orientalne jatagany tureckie i perskie topory, a także inne muzealia: przybory pisarskie z XIXw., malarstwo, ceramika stołowa, zegary skrzynkowe, kafle oraz historyczna biżuteria. Następna ekspozycja przedstawiała wytwory sztuki ludowej oraz stroje tego regionu kraju. Tu dzieci mogły wykazać się swoją wiedzą, ponieważ podobną wystawę oglądaliśmy wcześniej w Muzeum Etnograficznym w Łodzi. Pani przewodniczka była pod prawdziwym wrażeniem wiadomości dzieci na ten temat oraz celności zadawanych jej pytań. Jednak chyba najciekawszą, a niewątpliwie najbardziej oryginalną z prezentowanych na zamku ekspozycji była wystawa...diabłów. W liczącej 400 eksponatów kolekcji rzeźb demonicznych, większość to różne wcielenia diabła Boruty. Pani przewodniczka w bardzo ciekawy i dostępny dzieciom sposób zapoznała nas z kilkoma legendami o diabelskim mieszkańcu zamku i opowiedziała o figlach, jakie do dziś płata on zwiedzającym i pracownikom zamku.
Kolejnym punktem zwiedzania była zamkowa wieża. Wspinaczka na nią okazała się dla wielu dzieci prawdziwym wyzwaniem. Musieliśmy najpierw przejść wąskim przejściem w zamkowych murach, następnie wspinać się po kręconych i prawie zupełnie ciemnych, kamiennych schodach, a na końcu pokonać strome schody drewniane. Podczas tej wyprawy niejedno serduszko zabiło trochę szybciej. Jednak oglądana z góry panorama Łęczycy, a przede wszystkim poczucie zwycięstwa nad własnym lękiem wynagrodziły wszystkim trudy wspinaczki. Droga powrotna – z wieży na zamkowy dziedziniec – okazała się już łatwa. Na podwórcu zamkowym z apetytem zjedliśmy drugie śniadanie. Wtedy dopiero mogliśmy ocenić, jak wysoko przed chwilą byliśmy – wieża z perspektywy dziedzińca wydawała się prawie sięgać chmur. Dodatkową atrakcją placu zamkowego okazały się dla dzieci ustawione tam dyby – prawie wszyscy zdecydowali się na zdjęcie uwięzieni w tym średniowiecznym narzędziu tortur. Dzieci chętnie też przysiadały na ławeczce obok wyrzeźbionego w drewnie diabła Boruty pod postacią sowy. Do przedszkola wróciliśmy pełni wrażeń, a pamiątkowe pocztówki z zamkiem oraz diabelską pieczęcią stały się miłym upominkiem z wycieczki.
Elżbieta Ciesiołkiewicz


































































|